Patrick Kelly
Kelly Family-Santa Maria
Kelly family-We Are The
World
Kelly Family - An Angel
The Kelly Family-Mama
The Kelly Family - Amazing Grace
Brat John Paul
Mary – Paddy Kelly
z zespołu „The Kelly
Family”, międzynarodowa
gwiazda piosenkarska
po swoim nawróceniu
dzięki Medziugorju
wstąpił do wspólnoty św. Jana
we Francji w 2004 r. Przedstawiamy jego
świadectwo jako zachętę dla Młodych
do poszukiwania Boga Żywego.
Wcześniej „tylko”
istniałem, teraz żyję
Moja rodzina śpiewa już od trzydziestu
lat, ja mam dwadzieścia cześć lat,
co oznacza, że moi bliscy zaczęli śpiewać
jeszcze przed moim narodzeniem. Rodzice
przeprowadzili się z Ameryki do Hiszpanii,
gdzie mieszkali przez osiem lat. Tu
zaczęli uczyć się tradycyjnych piosenek
śpiewanych w okresie Bożego Narodzenia
iWielkanocy.
W czasie jednego pobytu w Rzymie,
kiedy mój tato oprowadzał nas poWatykanie,
ktoś nas okradł. Zabrał nam wszystko
z samochodu, zostały tylko paszporty i instrumenty
muzyczne. Wzięliśmy więc instrumenty
i zaczęliśmy grać na ulicy, a ludzie
dawali nam pieniądze. Pod koniec tego
dnia ojciec, trzymając puszkę pełną pieniędzy,
powiedział: „Dzieci, nasze życie
się zmieniło”. Potem pojechaliśmy do Austrii,
Irlandii i Niemiec, gdzie w 1978 roku
podpisaliśmy kontrakt na pierwszą płytę.
W roku 1982 mama rozchorowała się
i zmarła. Potem przez dwanaście lat śpiewaliśmy
na ulicach Europy i Ameryki. Był
to bardzo długi i trudny okres. Ojciec został
sam, część rodzeństwa była jeszcze
bardzo mała.
W roku 1994 odnieśliśmy wielki sukces.
Album „Oper the Hump” został sprzedany
w ilości 4,5 miliona egzemplarzy. Od tego
momentu staliśmy się bardzo popularni
w większości państw europejskich oraz
w Afryce Południowej i w Chinach.
W tym też roku pojechaliśmy do Mongolii.
Była to, jak teraz spoglądam wstecz,
wielka i zdumiewająca historia. Stało się
tak, że w latach 1996–1997, kiedy byliśmy
bardzo popularni, zapomnieliśmy o modlitwie
i chodzeniu do kościoła. Po prostu
przestaliśmy być praktykującymi.
Wtedy zaczęły się pojawiać trudności
w rodzinie, problemy między nami. Napięcia,
nieporozumienia między rodzeństwem,
frustracja, kłopoty ze zdrowiem
i nic nie było tak, jak być powinno.
W wieku około dwudziestu lat zacząłem
zadawać sobie pytania filozoficzne o sens
życia: co ja tu robię?, co się stanie ze mną
po śmierci? Wtedy zaczęły się moje poszukiwania,
chęć głębszego poznania Boga.
Kupiłem Koran, interesowałem się
wszystkimi religiami. Dużo rozmawiałem
z przyjacielem buddystą. Nieco później
znalazłem w domu Biblię. Przeczytałem
Nowy Testament. Widziałem, że przez tę
Księgę Bóg najbardziej do mnie przemawiał.
Poruszało to mną.
Pierwszy raz przyjechaliśmy do Medziugorja
w 2000 roku na Festiwal Młodych.
Byłem w towarzystwie mojej siostry
Barby i brata Jima. Muszę przyznać, że jak
przyjechaliśmy, odczuwałem poruszenie.
Czymś niesamowitym dla mnie był widok
tylu ludzi z różnych krajów, zgromadzonych
w jednym miejscu, nie na jakimś koncercie
rockowym albo show laserowym
czy na dyskotece, lecz ze względu na Matkę
Bożą, ze względu na Pana; po to, by się
modlić, wyspowiadać, pójść do kościoła.
Był to dla mnie przedsmak raju, nieba. Miliony
świętych zgromadzonych wokół Pana
Boga i Jego miłości do nas.
Wielkie wrażenie wywarły na mnie
świadectwa chłopaków ze Wspólnoty Cenacolo,
którzy latami się narkotyzowali,
i ich decyzja o zmianie życia. Wchodzenie
na górę Kriżevac również było wstrząsającym
i zdumiewającym doświadczeniem.
Ludzie wspinający się na boso, upośledzone
dzieci, ludzie wszystkich narodowości.
Potem Oaza Pokoju, Msza św. i modlitwy
wieczorne. Jednak tym, co najbardziej
mnie uderzyło była Adoracja. Wszyscy
pielgrzymi w wielkiej ciszy, śpiewający.
Czułem się jak w przedsionku Nieba. Tam
doświadczyłem pokoju, którego nie można
kupić za pieniądze, sławę albo coś innego.
Doświadczyłem wyraźnie, że Pan
Bóg nie tylko istnieje, ale że jest również
dla mnie bardzo dostępny. Wtedy zacząłem
się modlić, kupiłem różaniec, który
do dnia dzisiejszego mam przy sobie. Zaczynałem
od trzech zdrowasiek, a potem
odmawiałem ich dziesięć, pięćdziesiąt.
Nadal czytałem Pismo Święte. Myślę, że
podczas mojego pierwszego pobytu
w Medziugorju, w 2000 roku, odczułem
w sercu, że Pan Bóg jest blisko każdego
człowieka. Bardzo mnie to dotknęło, ponieważ
zrozumiałem, że zostałem stworzony
z miłości oraz że sensem mojego życia
jest kochać i być kochanym. Napełniło
mnie to ogromną nadzieją i udzieliło odpowiedzi
na mnóstwo pytań: dlaczego istnieję,
jaki jest sens życia. Myślę, że największa
zmiana, jaka dokonała się w moim życiu
po tym tak namacalnym spotkaniu
z Bogiem, polegała na tym, że wcześniej
„tylko” istniałem, a teraz zacząłem żyć.
Mimo tego, że mieszkałem w pałacu,
że byliśmy bardzo popularni, sprzedawaliśmy
miliony płyt, czegoś mi brakowało,
była jakaś pustka. Myślę, że jest jasne,
dlaczego tyle młodych ludzi nadużywa alkoholu
i bierze narkotyki, i robi jeszcze
wiele innych rzeczy, aby wypełnić pustkę.
Jednak wypełnić ją może tylko Pan Bóg
i ja to zrozumiałem, kiedy zacząłem
otwierać swoje serce na Niego, pozwoliłem
Mu wejść, a On zaczął pokazywać
mi, czym jest miłość. Myślę, że wiara jest
czymś bardzo osobistym
W ciągu kilku ostatnich lat doszło
do przemiany całej naszej rodziny. Wszyscy
zrozumieliśmy, że sukces, sława, pieniądze
nie dają prawdziwej radości. To nie
~ 3 ~
Rok KapΠaƒski
znaczy, że to wszystko jest czymś złym,
jeśli dąży się do tego z właściwych pobudek.
Ale teraz gdy jesteśmy bardziej praktykującymi
ludźmi, zastanawiamy się
nad czasopismami albo audycjami,
do których jesteśmy zapraszani, bo być
może z moralnego punktu widzenia to, co
one chcą przekazać odbiorcom, nie jest
zgodne z naszymi poglądami. Zastanawiamy
się nad tym: pójść czy nie pójść.
Piszemy więcej duchowych, religijnych
piosenek. Są to bardziej modlitwy
niż piosenki. Dzięki Medziugorju oraz
orędziom, według których staramy się żyć,
doszło do wielu zmian w każdym z nas
i w całej rodzinie. Od Matki Bożej z Medziugorja
nauczyłem się, że modlitwa nie
polega na wypowiadanych, powtarzanych
słowach, lecz na otwarciu się i powierzeniu
swego serca Panu Bogu. Mimo że
oczami nie widzisz Boga ani Matki Bożej,
oni są naprawdę obecni. W Medziugorju
nauczyłem się, jak żyć swoją wiarą
w świecie muzyki, w którym znajduję się
razem ze swoją rodziną. Widzicie, jak dużo
ludzi ze świata muzyki bierze narkotyki
i pije alkohol. Jest to czymś bardzo
przykrym. Trudno jest zostać wiernym
i szczerym. Kluczem do zachowania mojej
wiary, pogłębiania jej i równoczesnego
zajmowania się muzyką, są dla mnie orędzia:
modlitwa sercem, codzienne odmawianie
różańca, post, Eucharystia – uczestnictwo
we Mszy św. codziennie, czytanie
Biblii i comiesięczna spowiedź.
Te pięć „kamieni” pomogło mi walczyć
i wygrać z Goliatem. Przed nawróceniem
sądziłem, że różaniec i Pismo Święte należą
do przeszłości, że to tylko tradycja,
legendy. Teraz uważam, że do wiary nie
możemy dojść, jeśli najpierw chcemy ją
zrozumieć. Mój przyjaciel mówi: „Najpierw
wierz, a potem staraj się zrozumieć”.
I wydaje mi się, że jest to słuszne,
bo na każde pytanie, na które usłyszałem
odpowiedź, pojawia się dziesięć nowych
pytań. Jest to poszukiwanie, które trwa całe
życie. Nie da się wszystkiego wytłumaczyć.
Jak wytłumaczyć, na przykład, ten
kwiat? Kto jest w stanie stworzyć taki sam
kwiat? Jeśli Bóg nie istnieje, wtedy nie
wiemy, kto stworzył taki kwiat. To samo
dotyczy Pana Boga. Jak może zrozumieć
Pana Boga, jeśli nie jesteśmy w stanie zrozumieć
nawet kwiatu?
Rozumiem ludzi, którzy mówią, że
Różaniec, Biblia, Kościół są sprawami
przeszłości, ponieważ sam tak myślałem,
zanim spotkałem Pana Boga, zanim Matka
Boża pomogła mi odnaleźć Jezusa.
Dzisiaj w rozmowach z ludźmi, którzy
pytają, dlaczego czytam Pismo Święte,
a nie „Harry Pottera” albo coś bardziej
wzruszającego, odpowiadam: dlatego, że
to nie jest prawdą. Biblia mówi, że prawda
was wyzwoli. W moim przypadku tak
rzeczywiście było, czuję się wolnym, spokojnym,
radosnym. Chociaż na zewnątrz
ciągle się nie uśmiecham, wewnątrz mnie
serce się uśmiecha.
Przeczytałem w jednej książce, że Matka
Teresa powiedziała, iż rodziny, w których
jest wspólna modlitwa, zostają razem.
Jeśli chodzi o nas śpiew zawsze w jakimś
stopniu traktowaliśmy jak modlitwę.
Mimo wszystko jestem przekonany, że
wspólna modlitwa jest konieczna, że trzeba
wspólnie odmawiać różaniec, iść do kościoła
razem, jako rodzina, i śpiew jest jednocześnie
modlitwą i pracą, jednak czasem
trzeba wspólnie spędzić czas na modlitwie.
Praktykujemy to, kiedy jedziemy
na koncert samochodem, samolotem lub
gdy jesteśmy w domu. Czasem zbieramy
się wspólnie i odmawiamy różaniec. Odmawiamy
również dziewięciodniowe nowenny,
gdy ktoś jest chory lub jedziemy
do Medziugorja. Nie mamy w rodzinie dokładnie
ustalonego czasu na modlitwę.
Robimy to przed i po posiłkach albo
na przykład po udanym koncercie.
Ważne jest, by być w łączności z Panem
Bogiem i słuchać czego od nas pragnie.
Myślę, że powiedziała to Matka Teresa,
iż ona jest tylko żarówką, a Pan Bóg
prądem, to znaczy, że światło pochodzi
od Niego, od Pana Boga. Moim przesłaniem
dla ludzi byłoby to, że nie znajdą oni
szczęścia w pieniądzach, w sławie, w majątku
czy sprawach materialnych, chociaż
pieniądze nie są czymś złym, bo wykorzystując
je także można dużo dobra
uczynić. Lecz jeśli pomnażanie dóbr materialnych
jest główną motywacją waszego
życia, to pieniądz was zniszczy.
Ja odnalazłem szczęście, odnalazłem
prawdę i nadal każdego dnia odnajduję ją
w Panu Bogu. Bóg kocha każdego z nas
osobiście. Stworzył nas z miłości i dla miłości,
abyśmy kochali. Jest to czymś tak
pięknym i zdumiewającym, że aż trudno
w to uwierzyć. Jednak taka jest prawda
i to chciałbym powiedzieć młodzieży. Jeżeli
szukacie Pana Boga, nie musicie iść
daleko, On jest w waszych sercach. Takie
miejsca jak Medziugorje pomagają
nam nawiązać kontakt z Bogiem.
Mnie pomogło. Nie oznacza to, że musicie
porzucić świat i iść do zakonu albo coś
podobnego. Bóg jest tutaj dla każdego
i kocha każdego, a Matka Boża pomaga
nam odnaleźć Boga. Przyjdźcie do Matki
Bożej, a znajdziecie Pana Boga. Myślę, że
to powiedział pewien kapłan, franciszkanin,
iż narody zjednoczone są w Medziugorje.
Narody Zjednoczone Pokoju. Zjednoczone
nie przez kontrakt, ale przez
Matkę Bożą.